Pasja "Rzecz zdumiewająca, jak dużo jest spraw nieosiągalnych, do których ludzie dochodzą gdy są zdecydowani !" Czy do nich należysz? (Raul Plus)
W świątyni Thaimpuhan (Bali) 31 grudnia 1992 o godzinie 22:00 wraz z jednym z uczestników wyprawy, na kilkanaście minut przed planowanym odlotem do Australii znalazłem się na lotnisku w Madras (Indie). Przerażony stwierdziłem, że w holl'u nie ma podróżnych. Czyżby już odlecieli do Sydney? Wkrótce okazało się, że personel lotniska strajkuje, a zastępczy samolot do Colombo odleci póżniej. Już wcześniej przykrych niespodzianek nie brakowało, a wiązały się one głównie z niezbyt etyczną postawą młodych uczestników wyprawy. Najpierw opóżniony wyjazd z kraju (w jednej z gazet śląskich przed wyjazdem czytaliśmy notatkę o naszym przyjeżdzie do Turcji !!!), póżniej z braku wymaganych dokumentów trzeba było zostawić samochód na granicy pakistańsko-indyjskiej i wreszczie rezygnacja czterech studentów z dalszego udziału w wyprawie. 4 tydodnie póżniej po przejechaniu Indii z północy na południe za 50$ podjąłem chyba najważniejszą decyzje w mojej karierze podróżniczej - lecę do Melbourne. 2 stycznia 1993 w godzinach rannych z samolotu z wysokości ok. 10km oglądałem zagubioną wsród mórz i oceanów Australię. Podziwiałem niezwykły wschód słońca, bezmiar pustynii, największy monolit świata Ayers Rock, Góry Wododziałowe, i słynną operę w Sydney. Z niewielką ilością pieniędzy, bez zaproszenia, bez biletu powrotnego i wyjazdowego oraz bez możliwości pracy mogłem spodziewać się, że zostanę deportowany do Europy. Na nieszczęście w trakcie przerwy w Sydney nastąpiła całkowita wymiana pasażerów i w innym zupełnie towarzystwie lecieliśmy do Melbourne (w drodze powrotnej do Colombo). Na lotnisku samolot stał około 2h, a jego speaker ciągle powtarzał, że dwóch pasażerów nie wysiadło z samolotu. Ani ja, ani kolega ani nikt z europejskich sąsiadów nie rozumiał tego "angielskiego". Zniecierpliwiony personel samolotu zaczął sprawdzać paszporty. Trwało to kilkanascie minut, ponieważ siedzieliśmy na jednych z ostatnich miejsc. Póżniej była drobiazgowa odprawa celna. Na szczęście samolot odleciał na Sri Lancę.
Borobudur (największy zabytek południowej półkuli) Po 4 miesiącach z biletem lotniczym Air Continental opuszczałem Australię udając się do Nowej Zelandii, a póżniej na Hawaje i do Los Angeles. Takie były początki... JAK REALIZUJĄ SIĘ MŁODZIEŃCZE MARZENIA ? Trochę wspomnień: W trakcie spotkań klubowych i z młodzieżą szkolną pada dość często pytanie: kiedy to wszystko się zaczęło? Jesienią 2001r. odwiedziłem Szkołę Podstawową w Brzeźnicy koło Dębicy, do której uczęszczałem jako chłopiec. W trakcie tego niecodziennego spotkania z młodzieżą gimnazjalną, jak na taśmie filmowej przesuwały się na pozór mało znaczące epizody z tamtych lat, tak skrupulatnie zapisane w pamięci. Ulubioną zabawą, obrazem dziecięcych marzeń było rozkładanie mapy świata i przy zamkniętych oczach wskazywanie palcem miejsca, które chciałbym zobaczyć… Młodość była bardzo trudna, bo w wieku 12 lat umarła ukochana mama, a ciężko pracujący ojciec, człowiek uczciwy i prawy, który zaszczepił we mnie miłość do ojczyzny, nie miał sił i czasu by zajmować się trójką dzieci. Trzeba było sobie radzić samemu, ale były to czasy kiedy jeśli ktoś naprawdę chciał się uczyć to możliwości ku temu było dużo. A ciekawość świata sprawiła, że postanowiłem uczyć się by mieć ciekawsze życie niż moi rodzice. A więc była szkoła średnia w Jarosławiu - Technikum Geodezyjne, o bardzo wysokim poziomie nieprzypadkowo zwane „Politechniką Jarosławską” i póżniej studia na Politechnice Warszawskiej. Z ogromnym trudem, udzielając korepetycji z matematyki zdobywałem pieniądze. Tam też nauczyłem się oszczędności. W skali szkoły, która zdobyła I miejsce w województwie uplasowałem się na 2 pozycji. W tym okresie wiele czasu poświęcałem też uprawianiu sportu; zwłaszcza biegów (moimi idolami byli J. Chromik, Z. Krzyszkowiak i K. Zimny), interesowałem się historią, sztuką i dziennikarstwem. Nigdy nie piłem (nawet piwa) i nie paliłem papierosów. Tak w szkole średniej jak i na studiach miałem szczęście do ludzi mądrych i prawych. Wspominam wspaniałych profesorów Politechniki, którzy poza wiedzą fachową byli dla studentów wzorem prawości i patriotyzmu. Po skończeniu studiów zamieszkałem w najwspanialszym polskim mieście, w prawdziwym muzeum – w Krakowie. Zostałem zauroczony tym miastem - „słowiańskim Rzymem”. Starałem się zgłębić jego tajemnice, zostałem przewodnikiem turystycznym, przez kilka lat v-ce prezesem i szefem komisji wycieczek zagranicznych. Gdy tylko w 1970r. „otwarły” się granice Polski z „Orbisem” odwiedziłem Egipt (1972r.) i Indie (1974r.), a na początku 1975r. wyjechałem na kontrakt do Iraku. Na jednej z najbardziej okrutnych pustyń świata spędziłem półtora roku. Poznając fascynujące dzieje Mezopotamii pracowałem w niezwykle trudnych warunkach dokonując wraz z garstką kolegów pionierskich pomiarów kraju (trilateracja - pomiary podstawowe). Była to prawdziwa szkoła przetrwania. Czy mogłem wówczas przypuszczać, że są to pierwsze kroki w realizacji młodzieńczych marzeń?
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()